Fotorelacja z kilkudniowej ekspedycji po Słowacji

2016-05-13 //Wstecz
Fotorelacja z kilkudniowej ekspedycji po SłowacjiKilka telefonów i małe przedstawienie Słowackich rzek. Potwierdzenia gotowości spłynęły od chłopaków z pomorza. Jedziemy na ryby ! Rezerwacja kwatery i licencji to już formalność. W ten właśnie spontaniczny sposób nasza wyprawa stała się faktem. A jak wszystkim wiadomo spontany są najlepsze, ale o tym przekonacie się po przeczytaniu relacji. Zapraszam !

Górzyste tereny Słowacji oferują niesamowite możliwości jeżeli chodzi o Fly Fishing. Mnogość górskich rzek muchowych, przepiękne widoki oraz rześkie powietrze powodują, że każdy wędkarz poczuje się tutaj swojsko. Serdeczność miejscowych ludzi oraz wyśmienite piwo dopełniają urlop wędkarski jak mało co. Oprócz tego miejscowa kuchnia - tania, treściwa i bardzo smaczna. To wszystko sprawia, że Słowacja to według mnie jeden z kierunków, który powinien poznać każdy szanujący się łowca kropkowanych dzikusów. 

Na ryby wyruszaliśmy niedzielnym popołudniem. Było gorąco i parno co napełniło mnie optymizmem. Pstrąg jako skryte i raczej płochliwe stworzenie lubi takie zawirowania pogodowe. Wtedy łatwiej mu znaleźć pożywienie. Jest mniej płochliwy i wpływa w bardziej dostępne dla wędkarzy miejsca. Dlatego prognozy wędkarskie na następne dni wydawały mi się bardzo dobre. Wiadomo ryba sama się nie złowi więc i upór wędkarki to połowa sukcesu  (albo i więcej niż polowa). O to jednak nie musiałem się obawiać. Jak się później okazało moi kompani - Darek i Tomek orali dno nimfami jak starzy wyjadacze. Zero luzu i litości. Przez ostatnie dni liczyło się tylko wędkowanie. Efekty przyszły same.... 

A więc... KIERUNEK SŁOWACJA

 
Droga minęła nam bardzo sympatycznie. Było trochę rozmowy i żartów nie koniecznie związanych z wędkarstwem. Wchodziliśmy wyraźnie na bieg ,,urlopowy". Na miejscu zrobiliśmy przegląd sprzętu i much. Rozłożyliśmy kilka wędek aby dobrać odpowiednie na jutrzejsze łowienie. 




Dobór odpowiednich muszek do pudełka. Podstawowa sprawa na wyjeździe 



Po posiłku i przeglądzie wędzisk, przynęt oraz pozostałego sprzętu lecimy nad wodę. Tam napotykamy niesamowitą sytuację... Tysiące chruścików wznosi się nad taflą rzeki. Rójka muchowa z prawdziwych wędkarskich marzeń. Zwiastun dobrych brań !



Rozpoczynamy pierwszy dzień łowienia. Pobudka około 7.00. Konkretne śniadanko w postaci jajecznicy z kabanosem stawia nas na nogi. Zbroimy wędki i wchodzimy do wody. 



Przed sobą mamy kawał wody do obłowienia . Godziny rzucania nimfami i zmieniania stanowisk. Po to tutaj przyjechaliśmy. Rzeka jest głęboka i zimna z silnym nurtem. Wieje od niej grozą i tajemnicą. Największe ryby trzymają się blisko dna a więc tylko odpowiednio poprowadzona nimfa da nam sukces. Czeka nas kilka dni ciężkiej pracy. 



Nie minęła jeszcze pierwsza godzina a Darek krzyczy z góry... ,,SIEDZI !".  Czym prędzej zmierzam w jego kierunku z podbierakiem. Walka trwa jakieś 5 minut. To tęczak walczy dzielnie i nie chce się poddać. Niestety tym razem wygrywa z wędkarzem i płynie w odmęty rzeki. 



Po emocjonującej walce Darka, wchodzę do rzeki zaraz poniżej jego stanowiska. Dokładnie w trzecim rzucie czuję przytrzymanie i podrywam wędkę. Jest ryba. Walczy twardo trzymając się dna, jest spora. Po kilku chwilach widzę jej fioletowo - bordową sylwetkę. To przepiękny lipień. Pierwsza ryba wyprawy i to jaka. Miara wskazuje 45 cm. Mała sesyjka i buziak na do widzenia. Kardynał wraca do swojego domu. 





Schodzimy powoli w dół rzeki obławiając jej najlepsze miejsca. Znowu pojawiają się chruściki i z minuty na minutę jest ich coraz więcej. Ryby stają się aktywne, bo wraz z pojawieniem się owadów Darek zapina swoja pierwszą rybę. 



Młody, niewielki pstrąg tęczowy. To jednak przedsmak tego co miało się wydarzyć kilka minut później. To było niesamowite....



Zmieniamy miejscówkę. Pojawienie się owadów oraz brań dało mi sygnał, że nadszedł czas na miejscówkę z grubymi rybami. Wychodzimy więc z wody i ruszamy szybkim marszem do celu. Nie ma czasu do stracenia. Rójka trwa a to wyraźnie pobudza ryby. Wchodzimy do rzeki i ładujemy się na odpowiednie miejsca. Wraz z chłopakami łowimy jakieś 20 minut bez efektu po czym w pewniej chwili na moim zestawie czuję potężne, naprawdę potężne branie ! Ryba nie daje mi ani sekundy czasu na poskładanie myśli. Odjeżdża w dół rzeki na jakieś 20-30 metrów. No to panowie zaczynamy akcję. Łowiłem na tej rzece już kilkadziesiąt razy. Mogę już powiedzieć, że ją poznałem i dlatego wiem co siedzi mi na końcu przyponu. To słowacki DUHAK ale taki pisany przez duże D. W myślach daję mu co najmniej 55 cm. Jest potwornie silny i niewyżyty. Z każdą minutą wydaje się być coraz bardziej nagrzany. Niczym byk na rodeo. Powoli schodzę z nim w dół rzeki regulując jedynie hamulec w moim kołowrotku. Przypon skonstruowałem z żyłki 0,16 mm, jej wytrzymałość to dokładnie 3,74 kg. Ta ryba warzy z pewnością więcej.... czuje to. Do tego dochodzi jeszcze mocny nurt rzeczny, tak więc wydawało by się, że jestem na przegranej pozycji. Nie poddam się jednak tak łatwo. Krzyczę do chłopaków aby wyciągali nimfy z wody, żeby ryba nie splatała zestawów. Maszeruję szybko w dół rzeki i po chwili tracę kompanów z pola widzenia. Moja wędka - kij nimfowy Greysa w klasie 3... wygięty w pałąk. Trzeszczy na dolniku a ryba prze w dół rzeki. Nie odpuszczę myślę sobie, muszę tylko wyprowadzić pstrąga na bardziej spokojna wodę. Tam go zmęczę i jakoś wsadzę do podbieraka. Znajduję takie miejsce i zaczynam operację zmęczenia mojego przeciwnika. Po całym marszu przepycham się z rybą jeszcze jakieś 20 minut. Przybiega Darek. Nie dowierza, że tak długo holuję rybę. Ale ja mam już tego potwora w siatce. Ponad godzinę to trwało. 

Moja pierwsza reakcja ??? Wrzask, ciary na plecach i ogromne oczy. Jestem w wędkarskim niebie ! Darek gdy widzi rybę robi to samo. Wrzaski trwają jakąś chwilę po czym wyciągamy aparat i z drążącymi rękoma zaczynamy sesję. Panie i panowie mój życiowy Duhak czyli pstrąg tęczowy.....64cm....











Po całej akcji siedzę na brzegu i czuję jak spływa ze mnie adrenalina. Dosłownie kręci mi się w głowie i muszę to przeczekać. Po 30 minutach wracam z chłopakami do wody. 



Stoimy obok siebie i nie dajemy za wygraną. Darek wyciąga pięknie wybarwioną rybkę. 



Takich potoków było jeszcze kilka. Wracamy na kwaterę a wieczór umila nam złocisty napój. 



Kolejnego dnia wstajemy naładowani pozytywna energią z poprzedniego dnia. Zaczynamy od grubej wody...



Z której Darek wyciąga niezłego kropka :-)



Dostaje kolejna szansę od losu i zapinam pięknego tęczaka. Podciągam go nieco do siebie i wpadam na pewien pomysł. Jest z nami również Tomek. To facet który dopiero uczy się sztuki muchowej. Postanawiam oddać mu mój kij aby poczuł nagły przypływ adrenaliny i emocje jakie towarzyszą podczas holu takiej ryby. Pstrąg jest naprawdę duży. Wołam Tomka i oddaje mu moja wędkę. Niechętnie ją przyjmuje twierdząc, że może nie podołać. Nalegam jednak. W końcu się zgadza i rozpoczyna walkę. Jednocześnie włączam stoper aby zmierzyć czas zmagań. Po kilku odjazdach w dół rzeki i kilkudziesięciu metrach jakie przeszliśmy wspólnie w dół rzeki, ryba w końcu zrywa żyłkę 0,16mm. Przybijamy piątkę i ruszamy na wodę. Walka trwała 41 minut :-) 



Tomek w akcji. Dzielnie walczył ale tym razem to ryba była górą...



Tego dnia zwijamy się wcześniej. Ale najpierw odwiedzamy krainę męskich słodyczy :-) Miejscowy bar z wyśmienitym piwem !



A wieczorem postanawiamy poświęcić trochę czasu na naukę kręcenia much. Darek jest wprawiony w bojach. Od dzieciństwa podróżuje po Polsce z muchówką. Wie co w trawie piszczy, dlatego wspólnymi siłami pokazujemy Tomkowi o co chodzi w Fly Tyingu. 





Kolejnego ranka dzień dobry mówi nam taki oto kosmita :-)


 
Nad wodą jesteśmy przed 9. Czas na nowy dzień, nowe doświadczenia i nowe emocje. Zmieniamy odcinek rzeki. Po oględzinach łowiska postanawiamy wbić się wspólnie w potężną płań. Wiążemy nowe zestawy z muchami które wykonaliśmy zeszłego dnia. Zaczynamy łowić. Pierwsza godzina to dwa brania i dwie piękne, grube i dzikie ryby.

Po wejściu na głęboką rynnę po kilkudziesięciu minutach zapinam rybę. Hol trwa i trwa. W tym czasu z góry rzeki dobiega głos Darka - ,,Przemek ! Dawaj podbierak ! Mam coś wielkiego !" Mówię do Tomka - ,, Musze wyholować moją zdobycz, leć do Darka. Pomóż mu, zaraz do was dołączę !"

Darek zmierza w moja stronę. Widzę, że ma coś naprawdę dużego. Ryba chlapie się już niedaleko mnie a Darek jest jeszcze wysoko w górze rzeki. Zrobiła mu niezły odjazd. Damy radę myślę sobie. Po jakimś czasie podbieram mojego pięknego jak się okazało lipienia. Upływa kilka minut i do siaty wjeżdża ryba Darka. To potężny, spasiony kleń ! 







Mierzymy tego grubasa. Taśma pokazuje 57 cm. Była to największa ryba tego dnia. Graty Darek !!!



W tym dniu wraz z Tomkiem skupiliśmy się dosyć mocno na odkrywaniu tajników metody krótkiej nimfy.



TAAAAKIEJ RYBY CI ŻYCZĘ !!!!!!!!



I nauka nie poszła w las :-)



Zaczął się maraton Darka. Łowiąc kilka ryb z rzędu nie dał nam szans :-) !!!



Słowackie pstrągi są niesamowicie waleczne !





Wracamy powoli do domu i zaczynamy biesiadę .... :-)



Wieczorny meldunek do domu. Rzecz jak najbardziej wskazana !



Przy ogniu dobrze słucha się muzyki, a więc zaczęliśmy poszukiwania po stacjach radiowych. Rockowa Republika - nic dodać nic ująć. Prawdziwy Hard Rock bez owijania w bawełnę. Polecamy ! Player : http://www.rockovarepublika.sk/player/



Dobry humor dopisuje :-) a wyjazd powoli dobiega końca. Jutro wracamy do Polski. Ostatni dzień poświęcamy na Białkę !



Łowienie zaczynamy od moich wyczajonych miejscówek, gdzie często spotykam pstrągi które już kilka razy wisiały mi na kiju. Tego dnia Białka nie była jednak łaskawa. Duży wiatr i intensywne opady bardzo utrudniały łowienie a duże wahania ciśnienia skutecznie uśpiły ryby. Białka to Białka - ona rządzi się innymi prawami i trzeba to uszanować :-) 







I w ten właśnie sposób nasza wycieczka dobiegła końca. Były piękne ryby, świetne miejscowe jedzenie i dużo zabawy. Ale co zawsze jest dla mnie najważniejsze to oczywiście towarzystwo - Darek, Tomek TO BYŁO TO !!!! :-) Oby więcej takich imprez ! Do następnego razu i wodą cześć !!!!!!!!

W czerwcu jedziemy kolejny raz na Słowackie pstrągi. Po więcej informacji zapraszamy na e-mail: gorskierzeki@gmail.com  lub tel.: 512619452

Pozdrawiam serdecznie 
Przemysław Półtorak 


YouTube
instagram